MON chce ograniczyć swobodę działalności gospodarczej

– Antoni Macierewicz chce, by przedsiębiorcy – działający aż w 15 branżach – musieli tłumaczyć się ministerstwu obrony narodowej z tego, co produkują i ile oraz na czym zarabiają. Rząd PiS chce, by biznesmeni musieli każdą swoją decyzję z nim konsultować – mówił na konferencji poseł Jerzy Meysztowicz, odnosząc się do przygotowanego przez MON projektu ustawy o organizowaniu zadań na rzecz obronności państwa przez przedsiębiorców.
Według polityków Nowoczesnej, ta ustawa jest niebezpieczna i zagraża swobodzie działalności gospodarczej. Kwestie obronności są ważne, muszą istnieć jakieś procedury mobilizacji gospodarki w przypadku wojny. Ale przewidziane w ustawie środki są nieproporcjonalne w stosunku do osiąganych celów.
To co budzi poważne obawy to rozwiązania, które ustawa przewiduje na czas pokoju. To jest bezprecedensowa, szkodliwa i absolutnie niepotrzebna skala ingerencji państwa w interesy prywatnych przedsiębiorców. Wobec całego katalogu firm, motoryzacyjnych, paliwowych, medycznych i medialnych MON uzyskuje uprawnienia prawie jak w PRL: wgląd w ważne dokumenty, blokowanie decyzji o likwidacji, przeniesieniu działalności, a nawet zbyciu części aktywów.
Według projektu ustawy, przedsiębiorstwa o szczególnym znaczeniu gospodarczo-obronnym to bardzo szeroki katalog, brak jest jasnych kryteriów ustalania tego czy przedsiębiorca jest zdolny do wykorzystania posiadanego potencjału produkcyjnego oraz usługowego na potrzeby obronne. Teoretycznie może dotyczyć nawet lokalnego radia studenckiego, nawet małego warsztatu samochodowego – setek, jeżeli nie tysięcy przedsiębiorców. Nie mogą oni odmówić wykonywania zadań zleconych przez MON, nawet gdy wynagrodzenie za te zadania będzie nieproporcjonalnie małe.
Szczególne obawy budzi zakres kontroli MON nad nadawcami radiowo-telewizyjnymi, nawet w czasie pokoju. – To jest po prostu część ofensywy medialnej PiS, ataku na wolne media. Po co MON sprawozdania finansowe nadawców radiowych i telewizyjnych? – pyta poseł Meysztowicz.
– Minister Macierewicz zapomniał, że państwo to nie tylko on, że takie projekty trzeba konsultować – mówił Jerzy Meysztowicz. Poseł zwrócił uwagę, że projekt nawet nie był konsultowany z największymi organizacjami przedsiębiorców, tylko z niektórymi stowarzyszeniami branżowymi
– Mamy nadzieję, że te szkodliwe rozwiązania zablokuje minister Mateusz Morawiecki, bo to jest projekt który idzie pod prąd Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju powiedział Mateusz Sabat, szef zespoły ekspertów Nowoczesnej. Do poprzednich wersji ustawy ministerstwa finansów i Rozwoju zgłaszały szereg uwag, w tym zwracając uwagę na niewłaściwe sposoby finansowania zadań na rzecz obronności wykonywanych przez przedsiębiorcę oraz brak odpowiedniego szacowania kosztów ustawy dla finansów publicznych i gospodarki.
Według Mateusza Sabata , jeżeli taka skala ingerencji MON w biznes miałaby wejść w życie, to minister Morawiecki może być pewien, że żaden poważny przedsiębiorca, zwłaszcza zagraniczny inwestor, z branży medycznej, motoryzacyjnej, paliwowej czy telekomunikacyjnej do Polski nie wejdzie. Będzie bał, że nie będzie mógł podejmować ważnych decyzji bez zgody MON. – Kto wybuduje Morawieckiemu ten milion aut elektrycznych, kiedy będzie wiedział, że w każdej chwili MON będzie mógł mu zablokować decyzje o zbyciu aktywów? – pyta Sabat. – Nie mówiąc już o tym, że takie firmy jak z branży motoryzacyjnej będą miały utrudnione wyjście z polskiego rynku. A jak przedsiębiorca wie, że nie będzie mógł się wycofać z inwestycji w dogodnym momencie, to w nią nie wejdzie.